Część 10

Richie się zerwał…
-ja ide zobaczyc co to jest- krzyknał.
-no co ty glupi jestes? – spytała Caren
-przecuez lepiej wczesniejwiedziec co to jest i wrazie czegos cos wmyslic albo uciec niz zeby nas to jakby cos zaatakowału tutaj gdzie juz nie bedziemy mogli nic zrobic- powiedzial
-a jak ci sie cos stanie?- spytałam
-aaa daj spokoj , idzie ktos jeszcze- zapytał siedząc przy ścianie(desce z drewna która stanowiła część naszego “namiotu” jak zapewne juz wiecie:p)
-ja ide! – krzyknął Michael, gotów już był wstać…
-nie Michael nie idz prosze – pociągnęłam go za rękę. Richie widząc to powiedział
-no dobra to ide sam zachwile będe- odwiedczył, po czym na kolanach wypęłznął z “namiotu”.
-jakiego bochatera zgrywa – zaśmiał się Chris, jednak mi nie było do śmiechu. Chwile po tym znów usłyszeliśmy ten odgłos przypominając wycie, i wtedy wrócił Richie…
-no i co? – pytalismy wszyscy z ciekawością, czekając na odpowiedź
-wiecie co to jest?-odpowiedział Richie z uśmiechem na twarzy
-no co… gadaj! – krzykneli wszyscy
-jakiś ptak, strasznie duży i jakiś dziwny jeszcze nigdy takiego nie widziałem, ale troche dziwne że takie odgłosy wydaje
-no bo to pewnie nie on- dodała Regina
-no właśnie on bo jak wyszłem to on akurat nad tymi wszystkimi drzewami leciał i zaczął wydawać te głupie odgłosy to nie ma watpliwosci ze to cos innego.
-no w sumie, dobra idziemy juz spac- rozkazal Bill
-dobrze mamo – odpowiedzialysmy wszystkei razem z dziewczynami, chwile brechtalismy i poszlismy spac.

Rano……. nie wiem ktora godzina bo nie mielismy zegarka:p

Obudziłam się jako pierwsza. Gdy tylko otworzyłam oczy odrazu zobaczyłam twarz Michaela, zaraz przy mojej i natychmiast się odsunęłam. PPodniosłam się i zaczęłam wszystkich budzić.

2 godziny później…

-Dobra!- teraz każdy idzie w inna stronę, i szukamy czegoś co można użyć i przy okazji postaramy się znaleźć coś co jestopisane na tej kartce. Wszyscy poszli w różne strony, oczywiście ja musiałam iść z … Michaelem ale z drogiej strny sie cieszyłam bo on jest …. no ten ( a pomińmy to ^^)
Szliśmy wzdłuż wody, wydawało się że nie ma końca.Wprawdzie mieliśmy szukać jakiś użytecznych przedmiotów,a tym czasem my sobie spacerowaliśmy gadając o różnych pierdołach. Nagle Michael się zatrzymał, i ja odruchowo też
-no idziesz czy nie?-spytałam i zrobiłam jeden krok w jego stronę.On tylko na mnie patrzał i wkońcu podszedł do mnie tak blisko i objał jedną ręką.
-co ty robisz?
-nic takiego, a na co ci to wyglada?- spytał z dziwnym uśmiechem, cały czas patrzał miw oczy lub na usta
-no ale przeciez… – nie dokonczyłam bo on mnie pocałował. Gdy skończył i mnie puścił szliśmy dalej bez słowa. Czułam się jakoś dziwnie i Michael chyba też.
-idizemy spowrotem nie chce mi sie tak lazic bez konca-spytalam
-no to chodz- odp i zawrocilismy.
-wiesz co mnie zastanawia…

No Comment

Comments are closed.