-co? co jest?- spytałam, jednak nei uzyskałam odpowiedzi więc podeszłam do tej skrzyni.
-o boze?co to jest?-głupio sie spytałam bo przeciez dorze wiedziałam co tam jest. (hehe pewnie chcecie wiedziec co?:D)
W skrzyni była jakaś … ludzka czaszka, świstek papieru, i kilka prymitywnych narzędzi;dość zardzewiałych,ale z pewnością się przydadzą. Wyciągnęliśmy to wszystko oprócz tej czachy, tylko się jej przyglądaliśmy.
-wiecie co tam chyba… no w srodku jest cos-powiedziała peła zdumienia Caren, która przed chwila doszła,a za nia reszta dziewczyn.
-gdzie cos jest?- odpowiedział Chris
-no tam… w tej czaszce-dodała. I rzeczywiście w środku niej coś było ale nikt z nas niewiedział co.
-No dobra kto to podniesie?- zapytał Bill, a Tom z Richim się nieco odsunęli.
-ja napewno nie!- wykrzyknął Chris.A Bill zwrócił wzrok ku nam(dziewczynom)
-no i co sie tak gapisz… chyba nie myslisz ze będziemy tego dotykać bananie!- powiedziała oschle Mery-Kate, jednak po tych słowach się ciepło uśmiechnęła. Wszystko wskazywało na to że Michael będzie musiał wziąść czaszkę do rąk i wyciągnąc to co jest w środku niej. Z ogromną niechęcią Michael szybkim ruchem podniósł i wyciągnął jakąś kartkę papieru, zwiniętą w rulon i związaną kawałkiem sznura, po czym wżucił czaszkę spowrotem.
-to chyba jakaś mapa-powiedziała Regina, a wszyscy spojrzeli na nią ośmieszającym wzrokiem.
-no co?- spytała i spojrzała kolejno na każdego.
-Ej a na tym świstku co jest?- zapytał Tom wskazując na leżący skrawek papiery, który wcześniej wyciągneliśmy na początku ze skrzyni.
- nie wiem, jakiś śmieć,wyżuć to- dodała Ashley, i złapała tę kartkę już szykując się do wywalenia jej, ale ją powstrzymałam, wkońcu na nie może być coś ważnego. Wzięłam ją do rąk i próbowałam odczytać, bo było coś tam napisane.Jednak tak niewyraźnie,poza tym była troche potargana i brudna tak że ledwo się doczytałam…
:jesli ktos tu kiedys bedzie to… (nie dało się odczytać:P) … się i wiedzcie że było tu jeszcze zapewne kilka innych osób, a w tym ja, ale udało mi się uciec lub zginąłem. Jest jeszcze mapa, ktora was zaprowadzi w pewne miejsce, jednak ze wzgledu na … (znow nie mogłam przczytac)… napisze to tutaj. Jesli chcecie dotrzec do …(znowu sie nie da odcz.)… musicie iść w……. i pozniej za wielkim kamieniem w prawo. Jak znajdziecie ogromne pole bez trawy i glaz to pojdzcie jeszcze kawalek w ….(heh:p) i zacznijcie kopac. Jednak uwazajcie na…..: i w tym momencie jest urwane i nie ma dalzej czesci.
Zaczęliśmy się zastanawiać kto tu był i czy przeżył, jak tak to jak udało mu się uciec. Jednak na dalsze rozmyślania nie pozwoliła nam późna pora. Musieliśmy skombinować jakieś schronienie(narazie takie na odwal sie) żeby móc się spokojnie wyspać, bo jutrzejszy dzień będzie pełen pracy. Gdy już wszyscy byliśmy gotowi do snu..
-jestem głodna!- krzykneła Regina
-nie tylko ty, ja tez przeciez my tu umrzemy z głodu – wtraciła Caren
-jutro może złowimy jakieś ryby- dodał Tom robiąc taka śmieszna mine
-o fuj, nie ma nic lepszego jak surowe ryby… ochyda- powiedziałam.
-dobra idziemy spać, jutro czeka nas ciężki dzień- zaczął Bill, ale i tak go nikt nei słuchał i dalej wszyscy gadali.
-ja sie boje że nie wrócimy stąd nigdy- powiedziała z żalem Regina
-a ja sie boje o móje żeczy, których już nei mam.-pow. Mery-Kate
-jakie zaś zeczy? – spytałm
-no te co mialam w plecaku
-ty to masz problemy, a tak wog…- zaczęłam mówić, ale coś mi przerwało. A mianowićie jakieś wycie. Coś takiego jak wilk o północy, jednak ten głos był bardziej piskliwy, a zarazem donośny. Przez moją głowę przeszło 100 różnych myśli. Moje ciało przeszył dreszcz, chłód i ogromny lęk.
-co… co ttto było? – wyjąkała Caren, jednak nikt nie zdążył jej odpowiedzieć, bo “wycie” się powtórzyło jednak tym razem słyszeliśmy to dokładiej i głośniej, co znaczyło że to coś się do nas zbliża. Byliśmy Otoczeni z 4 stron drewnem(z lewej,prawej, z tyłu i na górze jako dach, nie było tylko z przodu, więc mieliśmy widok na morze) Wszyscy spanikowaliśmy, a ja odruchowo ścisnęłam rękę Michaela, bo był najbliżej mnie, Ashley z Caren usiadły i wtuliły się w siebie, trzęsąc się ze strachu. Nikt nie wiedział co robić. Przerażający odgłos (czyli to “wycie”) znów się powtórzyło, tym razem było żałosne i dłuuugie, za to baardzo głośne, Richie powiedział że to cos co wydaje takie odgłosy jest jakieś 20 metrów od nas może nawet mniej. I w tym momencie…
__________________________________________________________________
Sorka że tak nudno i wogóle do kitu, ale dzisiaj jestem strasznie zmęczona i ledwo to pisałam, a pozatym cały czas ktoś mi wchodizł do pokoju, jak nie mama to ciocia… i tak wkółko więc nie miałam zabardzo jak pisać:P Ale mam nadzieje że wam się chociaż troszke spodoba i oczywiście mam nadzieje na duuuuużo komentarzy:*:* Z góry dzęki. I mam nadzieje że docenicie mój wysiłek, bo naprawde już ledwo żyje:( :*:*